ks. Jerzy Babiak
Nagranie z Minabu
Na ekranie widać błękitne niebo, przewody telefoniczne i palmy. Po chwili pojawia się szybko lecący pocisk. Uderzenie, eksplozja, dym i krzyki.
Nagranie miało pochodzić z Minabu w Iranie. Przedstawiało pocisk przypominający amerykańskiego Tomahawka, lecący w stronę kompleksu znajdującego się w pobliżu szkoły podstawowej. Według władz irańskich podczas ataku zginęło ponad 150 osób. W przekazach tych podawano, że większość ofiar stanowiły dzieci. Dane te nie zostały wówczas niezależnie potwierdzone
Film szybko zaczął krążyć w internecie. Do Hany’ego Farida pisały kolejne redakcje, prosząc o odpowiedź na pytanie, którego jeszcze kilka lat temu prawdopodobnie nikt by nie zadał.
Czy nagranie dokumentuje rzeczywisty atak, czy zostało stworzone przez sztuczną inteligencję?
Farid początkowo podejrzewał fałszerstwo. W poprzednich dniach oglądał wiele filmów wygenerowanych przez sztuczną inteligencję przedstawiających bombardowania, pożary, katastrofy lotnicze i egzekucje. Wyglądały jak reporterskie materiały zarejestrowane w samym centrum wydarzeń. Przedstawione na nich zdarzenia nigdy jednak nie miały miejsca.
Film z Minabu rozłożył na pojedyncze klatki. Badał ruch kamery, tor lotu pocisku oraz odstęp między eksplozją a docierającym dźwiękiem. Ustalił miejsce, z którego wykonano nagranie. Ustabilizował obraz i porównał kolejne położenia rakiety. Jej długość oszacował na około sześć metrów, co odpowiadało rozmiarom pocisku Tomahawk. Swoje obserwacje konsultował z innymi ekspertami.
W analizie opublikowanej na swojej stronie Hany Farid szczegółowo opisał przebieg weryfikacji nagrania. Wskazał, że geolokalizacja, geometria obrazu, fizyka ruchu oraz analiza dźwięku nie ujawniły przekonujących oznak manipulacji.
Obejrzał film ponad sto razy.
Po całym dniu pracy dostępne przesłanki wskazywały na autentyczność materiału. Farid nie zdobył się jednak na proste stwierdzenie: „To jest prawdziwe”. Napisał ostrożniej, że nie znaleziono przekonujących dowodów na fałszerstwo lub manipulację.
A potem powiedział:
„Czuję się, jakbym oślepł”.
Czy można jeszcze ufać obrazom?
14 czerwca 2026 roku „The New York Times” opublikował obszerny portret Hany’ego Farida. Przez ponad dwadzieścia lat pomagał on dziennikarzom, organizacjom praw człowieka, policji i instytucjom publicznym odróżniać cyfrową prawdę od cyfrowego kłamstwa. Należy do pionierów informatyki śledczej. Analizował zmanipulowane fotografie, nagrania i głosy. Uczył innych, jak rozpoznawać cyfrowe fałszerstwa.
Słowa o ślepnięciu nie pochodziły więc od człowieka zagubionego w świecie technologii. Wypowiedział je ekspert, który zna mechanizmy manipulacji lepiej niż niemal ktokolwiek inny.
Skoro on po całym dniu pracy i ponad stu obejrzeniach filmu nadal zachowuje ostrożność, co ma zrobić uczeń, który widzi kilkunastosekundowe nagranie pomiędzy dwoma filmami na TikToku? Co ma zrobić rodzic albo nauczyciel, gdy obraz wywołuje natychmiastowy gniew i domaga się szybkiego osądu?
Od 1 września 2026 roku Edukacja Zdrowotna ma stać się w polskich szkołach przedmiotem obowiązkowym. W części dotyczącej internetu i profilaktyki zagrożeń cyfrowych mają znaleźć się między innymi problemy związane z deepfake’ami, phishingiem i kradzieżą tożsamości. To potrzebny kierunek. Program szkolny wchodzi jednak na teren zmieniający się niemal z miesiąca na miesiąc.
Czy szkoła zdąży nauczyć młodych ludzi rozpoznawania fałszu?
Porady dotyczące nienaturalnego ruchu ust, zdeformowanych dłoni, błędnych cieni lub nietypowego mrugania mogą stać się nieaktualne zanim zostaną zapisane w podręczniku. Kolejna wersja generatora usunie błędy, które dzisiaj pozwalają wykryć manipulację.
Zaczynamy tracić pewność, czy to, co widzimy i słyszymy, wydarzyło się naprawdę.
Stanisław Lem w wydanej w 1968 roku powieści „Głos Pana” pytał:
„Co zrobić tam, gdzie doniosły fakt ginie w powodzi falsyfikatów, a głos prawdy zagłuszony zostaje niesamowitą wrzawą?”.
Pół wieku później wrzawa, o której pisał, mieści się w telefonie. Materiał wywołujący strach, gniew albo oburzenie może w ciągu kilku minut dotrzeć do tysięcy ludzi. Pierwsze komentarze pojawiają się przed sprawdzeniem źródła. Późniejsze sprostowanie rzadko wzbudza podobne zainteresowanie.
Przez lata pracy w szkole nieraz widziałem, jak szybko rodził się uczniowski osąd. Ktoś pokazywał krótki film, inna osoba dopowiadała jedno zdanie i po chwili klasa wiedziała już, kto jest winny. Gdy później okazywało się, że materiał został wyrwany z kontekstu, wyjaśnienie przyjmowano znacznie chłodniej. Obraz pozostawał w pamięci. To on wyznaczał pierwszą wersję wydarzeń.
Dzisiaj pojawia się wcześniejsze pytanie. Zanim zaczniemy szukać kontekstu, powinniśmy ustalić, czy samo nagranie powstało w realnym świecie.
Twarze ludzi, którzy nigdy nie istnieli
Skalę trudności dobrze pokazuje badanie Sophie Nightingale i Hany’ego Farida opublikowane w czasopiśmie „Proceedings of the National Academy of Sciences”. Uczestnikom przedstawiano prawdziwe fotografie oraz wygenerowane przez StyleGAN2 portrety ludzi, którzy nigdy nie istnieli.
Badani poprawnie rozpoznali 48,2 procent obrazów. Wynik był zbliżony do przypadkowego zgadywania. Po krótkim szkoleniu skuteczność wzrosła do około 59 procent. Uczestnikom pokazano typowe błędy generatorów i informowano ich, czy udzielili poprawnej odpowiedzi. Szkolenie pomogło, ale nie przywróciło pewności.
Jeszcze bardziej zaskakujące okazały się wyniki dotyczące zaufania. Twarze stworzone przez sztuczną inteligencję otrzymały średnio 4,82 punktu w siedmiostopniowej skali. Prawdziwe uzyskały 4,48. Ludzie, którzy nigdy nie istnieli, wydawali się badanym bardziej wiarygodni od osób sfotografowanych w rzeczywistym świecie.
Fałszywa twarz może być sympatyczna, spokojna i wizualnie znajoma. Generator usuwa wiele niedoskonałości występujących na prawdziwych fotografiach. Tworzy kogoś, kto wygląda tak, jakbyśmy już kiedyś go spotkali.
Przez pokolenia zdanie „widziałem na własne oczy” miało moc dowodu. Dzisiaj staje się początkiem dochodzenia. Twarz można wygenerować. Głos konkretnej osoby da się sklonować. Film może powstać bez kamery, świadka i wydarzenia.
Jednocześnie rośnie nierównowaga pomiędzy tworzeniem fałszu a jego sprawdzaniem. Do przygotowania realistycznego filmu wystarczy łatwo dostępne narzędzie i kilka poleceń. Farid potrzebował całego dnia, aby zbadać jedno krótkie nagranie. Nawet po zakończeniu analizy nie pozwolił sobie na całkowitą pewność.
W tym samym czasie film krąży w sieci, jest komentowany i wykorzystywany jako potwierdzenie wcześniejszych przekonań. Sprostowanie pojawia się zazwyczaj znacznie później.
Kiedy znika zaufanie
Najgłębszym skutkiem rozwoju deepfake’ów może być osłabienie zaufania do całej rzeczywistości utrwalonej na zdjęciach i nagraniach.
Autentyczny film pokazujący przemoc, nadużycie albo zbrodnię można odrzucić słowami: „To mogła stworzyć sztuczna inteligencja”. Osoba przyłapana na niewłaściwym zachowaniu może zakwestionować nagranie. Polityk może podważyć zapis własnej wypowiedzi. Sprawca przemocy zyskuje nową linię obrony. Nie musi wykazać, że materiał został sfałszowany. Niekiedy wystarczy zasiać wątpliwość.
Deepfake pozwala nie tylko tworzyć fałszywe dowody. Pozwala również odrzucać dowody prawdziwe.
Życie społeczne zawsze będzie pełne różnic, sporów i odmiennych interpretacji. Potrzebujemy jednak wspólnego punktu odniesienia. Bez niego jedna grupa ogląda własne nagrania, druga wierzy własnym ekspertom, a każda niewygodna informacja może zostać uznana za cyfrową mistyfikację.
Nie będziemy już wtedy pytać, jak rozumieć wydarzenie. Zaczniemy spierać się o to, czy w ogóle miało miejsce.
Leon XIV o ludzkiej twarzy
W tym miejscu szczególnie mocno brzmi orędzie papieża Leona XIV na 60. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu, zatytułowane „Chronić ludzkie głosy i twarze”.
Leon XIV zwraca uwagę, że sztuczna inteligencja potrafi już symulować ludzkie głosy, twarze, wiedzę, odpowiedzialność, empatię, a nawet przyjaźń. Dlatego pisze:
„Wyzwanie nie jest zatem technologiczne, lecz antropologiczne”.
Papież wskazuje, że chodzi o ochronę człowieka, jego tożsamości, zdolności do spotkania oraz więzi z innymi. Technologia wkracza w przestrzeń, którą dotąd uznawaliśmy za najbardziej ludzką: w twarz, głos, relację, empatię i zaufanie.
W tym samym orędziu pojawia się bardzo ważne wezwanie: „Nie rezygnować z własnego myślenia”. Leon XIV zauważa, że algorytmy nagradzają szybkie emocje, ponieważ to one zatrzymują użytkownika przed ekranem. Znacznie mniej miejsca pozostaje na rozumienie, słuchanie i refleksję.
To trafia w samo centrum problemu edukacji. Uczeń może sprawnie posługiwać się aplikacjami i jednocześnie bez namysłu uwierzyć w film, który potwierdza jego lęk, gniew albo wcześniejsze przekonania. Techniczna biegłość nie chroni automatycznie przed manipulacją.
Lekcja dla szkoły
Co zatem może zrobić szkoła?
Oglądanie szczegółów nadal ma sens. Czasem fałszerstwo zdradza nienaturalny ruch ust, błędne odbicie, deformacja dłoni albo cień niezgodny z otoczeniem. Nie warto jednak tworzyć wrażenia, że taka lista zapewni uczniowi bezpieczeństwo. Błędy generatorów zmieniają się wraz z kolejnymi wersjami programów.
Coraz ważniejsza staje się historia materiału. Skąd pochodzi? Kto opublikował go jako pierwszy? Czy znamy miejsce i czas nagrania? Czy wydarzenie opisują także inne źródła? Co wiadomo o oryginalnym pliku? Dlaczego ktoś chce, abyśmy zobaczyli go właśnie teraz?
W szkolnej codzienności mogłoby to wyglądać bardzo prosto. Nauczyciel pokazuje uczniom film, który wzbudza silne oburzenie. Prosi, aby przez kilka minut nikt go nie oceniał. Klasa próbuje ustalić pochodzenie materiału, sprawdza inne relacje i szuka pierwszej publikacji. Dopiero później przychodzi czas na rozmowę.
Być może taka lekcja okaże się bardziej potrzebna niż kolejna definicja zapisana w zeszycie.
Czasem uczciwą odpowiedzią będzie zdanie: „Nie wiem jeszcze, czy to jest prawdziwe”.
Dorosłym trudno je wypowiadać. Nauczyciel, rodzic i dyrektor czują przecież, że powinni znać odpowiedź. Spokojne przyznanie się do niepewności może jednak pokazać młodemu człowiekowi, że pierwszy osąd nie musi być ostateczny.
Hany Farid obejrzał film ponad sto razy. Sprawdzał, pytał i konsultował. Dopiero wtedy zdecydował, co może uczciwie powiedzieć.
Takiej postawy warto dziś uczyć młodych ludzi.
Największym zwycięstwem cyfrowego kłamstwa nie będzie chwila, w której uwierzymy w fałszywy obraz. Będzie nią chwila, w której uznamy, że prawdy nie warto już szukać.
ks. Jerzy Babiak
Pedagog i wieloletni dyrektor szkół, zaangażowany w refleksję nad kulturą szkoły i wychowania. Zwolennik edukacji pogłębionej, która pomaga młodemu człowiekowi odnaleźć sens, odpowiedzialność, spełnienie i miejsce w nagle zmieniającym się świecie. Twórca podcastu Wiarygodna Edukacja oraz autor i prowadzący audycję Trudne Sprawy w Radiu Rodzina we Wrocławiu. Twórca projektów solidarnościowych i inicjatyw misyjnych realizowanych w Afryce, Azji i na Syberii.

