ks. Jerzy Babiak
Każdy jakoś wspomina dyrektora swojej szkoły. Mój, w podstawówce, był niedostępny, surowy, a czasem nawet groźny. W pamięci pozostał między innymi jako człowiek kompulsywnie reagujący na złe zachowania uczniów podczas piątkowych apeli ze śpiewem obowiązkowej „Międzynarodówki”. W tamtych czasach dyrektor musiał jednak bezwzględnie realizować politykę systemu socjalistycznego.
Dzisiaj, choć obowiązują go przepisy prawa oświatowego i kierunki polityki edukacyjnej państwa, ma znacznie większą swobodę w zarządzaniu szkołą. Od niego zależy bardzo wiele. To właśnie on decyduje o tym, jak i w jakim kierunku rozwija się placówka. Stąd rodzi się pytanie: jaki styl pracy dyrektora jest właściwy i najbardziej efektywny?
Obecność jako fundament przywództwa
Badania OECD Teaching and Learning International Survey (TALIS 2018) pokazują, że szkoły funkcjonują najlepiej wtedy, gdy dyrektor nie ogranicza się jedynie do spraw administracyjnych. Ważne jest jego realne zainteresowanie procesem nauczania, obecność w życiu szkoły, wspieranie nauczycieli oraz budowanie atmosfery współpracy i współodpowiedzialności za rozwój uczniów. Jednocześnie OECD wskazuje, że około jedna trzecia dyrektorów nie angażuje się aktywnie w rozwój nauczania i uczenia się w swoich szkołach. Jak się okazuje, najskuteczniejsi dyrektorzy nie są ani autokratami, ani „nieobecnymi szefami”.
W trakcie swojej wieloletniej pracy jako dyrektor przedszkola, szkoły podstawowej i liceum spotkałem wielu fantastycznych dyrektorów. Byli to ludzie, którzy nie tylko zachwycali, ale także inspirowali swoją pracą. Ich postawa i warsztat, choć niepozbawione trudności, pokazywały, jak można mądrze i kompleksowo prowadzić szkołę na najwyższym poziomie.
Jednak o ile ich sposób pracy nie budził zastrzeżeń, o tyle w przypadku dyrektorów reprezentujących liberalny styl zarządzania pojawiał się niepokój. Dlatego właśnie ten styl, określany jako leseferystyczny, postanowiłem uczynić przedmiotem niniejszej refleksji. W obliczu współczesnych trudności kadrowych, rosnących oczekiwań rodziców oraz przeciążenia reformami i biurokracją, wkracza on do szkół niepostrzeżenie, ale skutecznie. Warto go uważnie obserwować i rozumieć, aby w porę reagować dla dobra dzieci.
Czym jest leseferyzm w szkole?
Termin leseferyzm ma swoje korzenie w XVIII-wiecznej Francji oraz w ekonomicznych poglądach Adama Smitha. Wskazywał on, że państwo powinno ingerować w gospodarkę w możliwie najmniejszym stopniu, ponieważ ludzie i rynek najlepiej poradzą sobie sami.
Podobne podejście może pojawić się także w zarządzaniu szkołą. Leseferyzm w przywództwie oznacza postawę nieingerowania i pozostawiania dużej swobody działania. Nie należy go jednak mylić z dawaniem nauczycielom autonomii.
W przypadku dyrektora szkoły leseferyzm zaczyna się wtedy, gdy nie wyznacza on wspólnej wizji, nie reaguje na problemy, nie podejmuje trudnych decyzji, nie monitoruje jakości pracy szkoły i unika odpowiedzialności za rozwój placówki.
W efekcie szkoła funkcjonuje bardziej jako zbiór niezależnych klas i nauczycieli niż wspólnota realizująca wspólne cele. Dyrektor wycofuje się z aktywnego przywództwa, pozostawia nauczycielom pełną swobodę działania i ogranicza własną rolę do minimum. Unika podejmowania decyzji, nie zapewnia wsparcia, nie reaguje na konflikty, ogranicza kontakty z rodzicami i uczniami, rezygnuje z nadzoru pedagogicznego oraz nie wyznacza kierunku rozwoju szkoły.
Konsekwencje wycofanego przywództwa
W literaturze zarządzania edukacyjnego taki model oceniany jest krytycznie, ponieważ osłabia kulturę organizacyjną szkoły i poczucie odpowiedzialności zespołu.
W wielu międzynarodowych badaniach wskazuje się również na jego wpływ na wzrost stresu nauczycieli, poczucie chaosu organizacyjnego, spadek satysfakcji zawodowej oraz wypalenie zawodowe.
Jak podkreśla profesor Uniwersytetu Warszawskiego Joanna Madalińska-Michalak, „współczesna szkoła potrzebuje dyrektora będącego liderem zdolnym do wyznaczania kierunków działania, integrowania społeczności szkolnej oraz odpowiedzialnego podejmowania decyzji”.
Trudno realizować te zadania w warunkach zarządzania leseferystycznego, które opiera się na ograniczaniu własnej aktywności kierowniczej i unikaniu interwencji. Szkoła zaczyna wtedy tracić spójność. Słabnie współpraca, pojawia się więcej niepewności, a działania wychowawcze stają się mniej skuteczne.
Warto podkreślić, że w pewnym sensie pierwszą ofiarą takiego stylu zarządzania staje się uczeń.
Jednak może być inaczej
Znałem dyrektora, który nieustannie poszukiwał najlepszych sposobów edukacji młodych ludzi. Jeździł na konferencje edukacyjne, ale także na szkolenia biznesowe dotyczące zarządzania zespołem. Współpracował z ORE, wdrażając CRS 1 i CRS 2 (Całościowy Rozwój Szkoły). Szkolił się nie tylko w Polsce, ale również w Finlandii. Wizytował szkoły w Europie i Afryce.
Podczas każdej przerwy starał się być wśród uczniów i nauczycieli. Jego ambicją było poznanie i zapamiętanie imion wszystkich uczniów. Wdrażał liczne projekty. Jednym z najodważniejszych była szkoła bez stopni i autorski system weryfikacji poziomu wiedzy uczniów.
Zabiegał o rozwój talentów nie tylko przez organizowanie wielu kół zainteresowań, ale także poprzez różnorodne wydarzenia. Dwa z nich prowadził osobiście.
Troszczył się o rozwój wrażliwości społecznej i postaw solidarnościowych. Inicjował oraz wspierał szkolne działania służące pozyskiwaniu środków dla najuboższych w Afryce, a także dla dzieci z ośrodka specjalnego w Polsce. Zabierał młodzież na misyjne wyjazdy wolontariackie do Afryki, Rosji, Mongolii.
Dbał o formację nauczycieli i rodziców. Współprojektował przestrzeń szkoły, zarówno wewnętrzną, jak i zewnętrzną, dbając o jej edukacyjny charakter oraz bezpieczne stymulowanie rozwoju uczniów.
Organizował działania integracyjne dla uczniów, rodziców i nauczycieli. Służyły temu wspólne wyjazdy, festyny, bale, pielgrzymki i konferencje. Dostrzegał, że we współczesnym świecie szczególnej troski wymagają relacje, dlatego każdego roku organizował obozy narciarskie dla uczniów oraz obozy integracyjne dla nowo przyjętych licealistów.
Nieustannie rozwijał także międzynarodową współpracę szkoły. Powtarzał, że w czasach pełnych podziałów nie ma ważniejszej edukacji niż uczenie młodych ludzi prawdziwego spotkania z drugim człowiekiem. Dlatego rozwijał kontakty ze szkołami niemieckimi, francuskimi i wieloma innymi.
Każdego roku wprowadzał również działania wychowawcze związane z najważniejszymi postawami i wartościami. Dzień Sprzątania Świata, Dzień Solidarności z Ubogimi czy Dzień Ziemi nie były jedynie wydarzeniami w kalendarzu, ale elementami świadomie prowadzonego procesu wychowawczego.
Wiedział też, że bez wychowania patriotycznego trudno budować tożsamość młodego człowieka. Dlatego angażował szkołę w ogólnopolskie inicjatywy, takie jak „Dąb Pamięci”. Propnował także przeżywanie najważniejszych uroczystości patriotycznych w sposób alterntywny, nie ograniczający się do akademii.
Budował szkołę jako miejsce mające znaczenie dla osób w regionie. To z jego inicjatywy powstały i przez wiele laty był kontynuowane: wojewodzki konkurs literacki, czy pielgrzymka na rolkach.
W duchu dzielenia się tym co dobre proponował i realizował przmyślaną strategię stałych i ciekawych publikacji w przestrzeni internetu. Tak na stronie internetowej czy social mediach.
Najbardziej zależało mu jednak na czymś innym. Chciał znać dzieci i pracowników. Starał się docierać do wszystkich każdego dnia. Był obecny.
To styl daleki od leseferyzmu, dyktatury czy nieobecności.
Szkoła potrzebuje lidera
Taki sposób działania nie jest żadną nadzwyczajnością. W obecnych czasach staje się raczej koniecznością, jeśli chcemy tworzyć szkołę odpowiadającą na współczesne wyzwania.
Janusz Korczak w książce „Jak kochać dziecko” przedstawia wizję wychowawcy i kierownika placówki, którego autorytet nie wynika z formalnej władzy, lecz z odpowiedzialności, szacunku i codziennego zaangażowania. Taka postawa pozostaje przeciwieństwem zarządzania leseferystycznego, opartego na wycofaniu i unikaniu decyzji.
Bycie dyrektorem szkoły jest z jednej strony niezwykle wymagające, z drugiej może być piękną misją i fascynującą drogą rozwoju. Nie każdy musi być wizjonerem na miarę wielkich reformatorów edukacji. Każdy powinien jednak rozumieć, że szkoła potrzebuje przywództwa opartego na obecności, odpowiedzialności i odwadze podejmowania decyzji.
Dyrektor, który zna swoich uczniów, nauczycieli i rodziców, potrafi budować wspólnotę, wyznaczać kierunek rozwoju oraz tworzyć przestrzeń współpracy i wzajemnego zaufania. O przyszłości szkoły rzadko decydują same reformy. Najczęściej decydują ludzie, którzy potrafią być naprawdę obecni.
Więcej o zmianach w edukacji przeczytasz tutaj.
ks. Jerzy Babiak
Pedagog i wieloletni dyrektor szkół, zaangażowany w refleksję nad kulturą szkoły i wychowania. Zwolennik edukacji pogłębionej, która pomaga młodemu człowiekowi odnaleźć sens, odpowiedzialność, spełnienie i miejsce w nagle zmieniającym się świecie. Twórca podcastu Wiarygodna Edukacja oraz autor i prowadzący audycję Trudne Sprawy w Radiu Rodzina we Wrocławiu. Twórca projektów solidarnościowych i inicjatyw misyjnych realizowanych w Afryce, Azji i na Syberii.

