projekt bez nazwy(37)

Czy można omijać stoiska z zeszytami? Czyli pytanie do uczniów (byłych i teraźniejszych)

⏱ czyta się 5 minut

kopia – kopia – projekt bez nazwy(3)  Antonina Staroniewicz


Pierwszy.

Pierwszy września.

Pierwszy raz, gdy witam go jako absolwentka.

Pierwsze wakacje, których nie kończy.

Już u schyłku lipca sklepowe witryny straszyły uczniów hasłami: Witaj szkoło! lub bardziej „światowym” Back to school, a układane w witrynach zeszyty, piórniki i tornistry cierpliwie wyczekiwały początku roku szkolnego. Ledwie rozpoczął się sierpień, a już nikt – żadne dziecko, żaden nastolatek, żaden rodzic nie mógł przejść obojętnie obok regałów pełnych długopisów, ołówków, piór wiecznych, gumek do mazania, kredek, linijek, nożyczek i zakreślaczy. Wszyscy nerwowo uzupełniali szkolne zapasy.

Tylko nie ja. Ja wszystkie te stoiska mijałam obojętnie, pierwszy raz odkąd pamiętam. W tym roku jest inaczej.

Pierwszy września.

Tłumy, które wcześniej gromadziły się wokół artykułów papierniczych, wypełniły teraz drogi i chodniki. Rozleniwienie i spokój, panoszące się dotychczas w mieście, zginęły momentalnie, rozjechane przez tysiące samochodów, a powrót ulicznych korków ostatecznie przypieczętował koniec wakacji.

Ale dla mnie wakacje się nie skończyły. Moja młodsza siostra bardzo mi tego zazdrości. Ona wciąż należy do osób, które zatrzymują się przy stoiskach z zeszytami i doskonale wie, gdzie będzie musiała się pojawić pierwszego września.

Przede mną zaś otwierają się nowe możliwości. Pierwszy września mogę spędzić w domu, w towarzystwie książki i czwartego sezonu serialu. Mogę wyjechać z miasta i słuchając cykania świerszczy, na rowerze przecinać polne ścieżki. Mogę nic nie robić, mogę spać do późna.

A jednak pierwszego września mój budzik zadzwonił o 7:00. Wstałam tak wcześnie, żeby… pojawić się na rozpoczęciu roku w moim liceum. Zaskakujące, prawda? Zamiast korzystać z wolności, ja z własnej i nieprzymuszonej woli poszłam do szkoły? Tak. I proszę nie poprawiać mnie, że między moim a liceum powinnam dodać słowo byłym. To liceum zawsze będzie moje w czasie teraźniejszym. Wraz z otrzymaniem świadectwa ukończenia szkoły nie wymazano przecież wypełniających lata mojej nauki doświadczeń, wartości i przyjaźni. One zawsze będą częścią mnie, bo one mnie ukształtowały. Moje liceum mnie ukształtowało. To nie jest patos. To nazwanie czegoś, co powinno być oczywiste, naturalne, powszechnie znane: szkoła wpływa na to kim jesteśmy i nie wolno o tym zapomnieć.

Wielu jednak zapomina. Wielu pozwala się przekonać, że szkoła to nic więcej niż źródło nieprzyjemnych obowiązków, które bezosobowy system zrzucił na ich barki, a jedyne, co oni jako uczniowie mogą zrobić, to przez ten potok sprawdzianów, stresów, rannego wstawania, zadań domowych i problemów z rówieśnikami przebrnąć możliwie jak najmniejszym kosztem, jak najmniej się angażując. Tak więc do szkoły chodzą bez entuzjazmu, pełni zgorzknienia. Odliczają godziny do końca lekcji, tygodnie do końca semestru, miesiące do końca roku szkolnego, lata do końca szkoły… I potem szybko: sprzedać podręczniki, wyrzucić zeszyty, schować tableau i wszystkie świadectwa do kartonowego pudła i zanieść je do piwnicy albo na strych. A gdy będzie trzeba przejść ulicą, przy której stoi budynek szkoły odwrócić wzrok w drugą stronę i przyspieszyć kroku. Nie zmienia to jednak faktu, że podstawówka i liceum są miejscami, w których spędzamy większość naszego młodzieńczego życia – czasu, gdy dojrzewamy, poznajemy siebie i swoje możliwości, czasu, który decyduje, jacy wejdziemy w dorosłość.

Entuzjazm czy zgorzknienie, wiara we własne możliwości czy paraliżująca niepewność, otwartość na innych czy poczucie wyobcowania – o tym, które cechy i postawy będą rozwijać się wśród młodych ludzi decyduje system edukacji, a dokładniej to, czy jest w nim miejsce na zaufanie, zawieranie przyjaźni i poczucie przynależności. Celem każdej placówki powinno być więc zbudowanie wspólnoty tworzonej przez dyrekcję, nauczycieli, pracowników szkoły, a przede wszystkim uczniów, nie tylko tych teraźniejszych, ale również absolwentów. Bo prawda jest taka, że z wartością szkoły, jest jak z wartością człowieka. Nie poznajemy jej po wynikach egzaminów, ilości wyjazdów zagranicznych lub pozycji w rankingu – to jest ważne, ale nie można na tym zbudować tożsamości. Wartość, zarówno osoby, jak i szkoły, poznajemy po tym, czy dobrze wpływa na innych, czy dla kogoś jest ważna, czy ktoś za nią tęskni, czy ktoś uśmiecha się na myśl o niej, czy ktoś dobrze ją wspomina, czy ktoś chce do niej wracać.

Wystawiłam więc chyba mojemu liceum najlepsze możliwe świadectwo, odwiedzając je podczas rozpoczęcia roku. Oczywiście, nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki – szkoła jest już inna: wśród uczniów zbierających się na boisku nie widać mojego rocznika i inną klasę nazywa się „4a”. Ja też jestem już inna: zamiast szkolnego mundurka mam numer indeksu i konto w USOS-ie. Ale nie odwiedziłam liceum, by znów poczuć się jak uczennica, tylko po to, by znów spotkać się z nauczycielami i znajomymi z młodszych klas, by opowiedzieć im, co u mnie i przekazać pozdrowienia od pozostałych absolwentów. I proszę mi wierzyć, pierwszego września, gdy z własnej, nieprzymuszonej woli poszłam do szkoły, wspaniale spędziłam czas, bo byłam z ludźmi, których podziwiam, z którymi dzielę wiele wspomnień i których zwyczajnie – bardzo lubię. Z przyjemnością przeszłam się więc szkolnym korytarzem, zajrzałam do kilku sal i pokoju nauczycielskiego, a potem wróciłam do domu, by z szerokim uśmiechem zacząć pracować nad tym właśnie tekstem.

Pierwszy września minął. Rok szkolny zaczął się w pełni. A ja wszystkim uczniom życzę, by jako absolwenci mogli mijać obojętnie regały z zeszytami i piórnikami, ale nigdy nie przechodzili obojętnie obok swojej szkoły.

kopia – kopia – projekt bez nazwy(3)
Antonina Staroniewicz

„Drogo za skrzydła się płaci – Ale bądźmy skrzydlaci” – pozwoliłam sobie obrać tę fraszkę Jana Sztaudyngera za swoją dewizę życiową. Wierzę, że powinniśmy wzlatywać ponad szarość i obojętność. Chcę, żeby każdego w konieczne do tego skrzydła wyposażała rodzina i szkoła – ja miałam to szczęście. Jestem tegoroczną maturzystką, która kończąc szkołę zamyka bardzo barwny i intensywny etap życia: Olimpiada Literatury i Języka Polskiego, konkursy recytatorskie, współprowadzenie audycji w Radio Rodzina… A co dalej? Co po liceum? Też jestem tego ciekawa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *