ks. Jerzy Babiak
O uczniu, którego szkoła chce przestać pokazywać
Są decyzje, które rodzą się z troski, a jednak ich skutki nie przynoszą pożądanych efektów. Do takich należy coraz częściej pojawiający się w szkołach całkowity zakaz publikowania wizerunku uczniów.
Świat, który nie przestaje patrzeć
Obejmuje on media społecznościowe, strony internetowe, szkolne tabla, a nawet zdjęcia klasowe. W polskich realiach to zjawisko dopiero się umacnia, choć już w 2018 roku wprowadzono przepisy RODO regulujące ochronę wizerunku, a w 2024 roku UODO wraz z Fundacją Orange przygotowali specjalny poradnik. W praktyce jednak wiele szkół po prostu nie publikuje zdjęć, kierując się ostrożnością i chęcią uniknięcia problemów, często za milczącą zgodą dyrektorów. Pytanie więc pozostaje aktualne, gdzie właściwie leży problem?
Charles Horton Cooley, amerykański socjolog i twórca koncepcji „jaźni odzwierciedlonej”, pisał, że stajemy się tym, kim jesteśmy, poprzez to, jak widzą nas inni. Jeśli przyjąć tę perspektywę, trudno nie zapytać, czy można istnieć, pozostając niewidzialnym. A może jeszcze ważniejsze jest inne pytanie, kim staje się człowiek, którego nie wolno pokazać. Nie chodzi tu wyłącznie o zdjęcia, lecz o coś głębszego, o obecność, poczucie znaczenia i bycia dostrzeżonym.
Nie da się jednak pominąć faktu, że świat, przed którym szkoła próbuje dziś chronić uczniów, rzeczywiście budzi niepokój. Obraz przestał być tylko pamiątką, stał się nośnikiem informacji, który można kopiować, przekształcać i wykorzystywać w sposób trudny do przewidzenia. Szczególne obawy budzą deepfake’i i rosnące możliwości manipulacji. Instytucje publiczne słusznie ostrzegają przed tym zagrożeniem. A jednocześnie ten sam świat nie przestaje patrzeć i pokazywać. Badania Rzecznika Praw Dziecka z 2025 roku pokazują, że blisko 70 procent młodych publikuje swój wizerunek w internecie, a około 30 procent doświadcza jego udostępnienia bez zgody. Ponad 40 procent rodziców zamieszcza zdjęcia swoich dzieci, często bez pytania ich o zdanie.
Świat publikowania nie znika, przeciwnie, rozwija się. Tymczasem szkoła zaczyna się z niego wycofywać.
Cisza zamiast obrazu
Szkoła bez zdjęć przypomina kronikę pozbawioną fotografii. Wydarzenia mają miejsce, uczniowie dorastają, relacje się tworzą, ale niewiele z tego zostaje utrwalone we wspólnej przestrzeni. Brakuje obrazu, który mówi, to się wydarzyło, byliśmy tam, to my. Jakiś czas temu jeden z absolwentów zapytał mnie, dlaczego zniknęła z internetu stara strona szkoły, na której było tyle naszych zdjęć. W jego głosie było słychać nie tylko oburzenie , ale i żal.
Można oczywiście powiedzieć, że najlepiej nie publikować niczego, wtedy będzie najbezpieczniej. I w pewnym sensie to prawda. Każde zdjęcie niesie ryzyko. Może zostać użyte niezgodnie z intencją, wyrwane z kontekstu, a dziś także przetworzone przez narzędzia sztucznej inteligencji.
Tylko czy bezpieczeństwo osiągnięte przez zniknięcie, nie oznacza jednocześnie rezygnacji z czegoś istotnego?
Człowiek bez lustra
Donald Winnicott, angielski pediatra i psychiatra, pisał, że dziecko odnajduje siebie w twarzy drugiego człowieka, w spojrzeniu, które potwierdza jego istnienie i znaczenie. To nie jest dodatek do wychowania, lecz jego fundament. Dziś to lustro ma więcej wymiarów. To nie tylko relacja z drugim człowiekiem, ale także przestrzeń wspólna, a w niej internet, w którym zostawiamy ślad swojej obecności.
W świecie cyfrowym obraz stał się jednym z języków tej obecności. Jeśli usuniemy z niego ucznia, odbierzemy mu część przestrzeni, w której buduje siebie. W pisarstwie Olgi Tokarczuk, naszej noblistki, często pojawia się przekonanie, że człowiek nie istnieje w pełni w samotności. Potrzebuje spojrzenia, pamięci i opowieści. To, co nie zostaje zauważone i nazwane, zaczyna się rozmywać. Można to ująć prosto: być widzianym to istnieć.
Społeczeństwo ukryte
Nie jest to pojedynczy przypadek. Jest to zjawisko rozproszone, obecne w wielu szkołach i decyzjach podejmowanych w dobrych intencjach. Powstaje coś, co można by nazwać społeczeństwem ukrytym. Takim, które istnieje, ale nie jest pokazywane. Działa, ale nie zostawia śladu. Uczestniczy, ale nie jest opowiadane.
Jerzy Trzebiński, profesor psychologii i pionier psychologii narracyjnej w Polsce, podkreślał, że tożsamość człowieka ma charakter opowieści. Tworzymy ją sami i współtworzą ją inni. Co dzieje się z człowiekiem, którego tej opowieści się pozbawia. Którego obecność nie zostaje utrwalona. Przecież rozwój człowieka od zawsze wiązał się z wychodzeniem ku innym i byciem obecnym wśród ludzi.
Paradoks troski
Ten problem nie bierze się z obojętności. Wręcz przeciwnie, wyrasta z troski i odpowiedzialności. A jednak to właśnie tutaj pojawia się napięcie. Chroniąc dziecko przed światem, zaczynamy uczyć je unikania świata. Chroniąc jego wizerunek, ograniczamy jego wpływ na to, jak jest postrzegane. Ograniczając ryzyko, ograniczamy doświadczenie. Tymczasem młodzi ludzie nie chcą znikać. Chcą mieć wpływ, chcą współdecydować i chcą być traktowani poważnie.
Edukacja albo wycofanie
W tym miejscu szkoła staje przed realnym wyborem. Albert Bandura, profesor Uniwersytetu Stanforda i twórca teorii społecznego uczenia się, zauważył, że uczymy się poprzez obserwację, ale także poprzez bycie obserwowanym. Uczymy się obecności w świecie. Jeśli szkoła wycofa się z tej przestrzeni, przestanie uczyć jednej z ważniejszych kompetencji współczesności, czyli świadomej obecności wśród innych.
Chodzi tu o umiejętność wyboru, co pokazać, a co zachować dla siebie. O rozumienie granic między prywatnością a wspólnotą. O odpowiedzialność za własny obraz i jego konsekwencje. Sam zakaz tego nie zastąpi.
Między światłem a cieniem
Być może więc problem nie polega na tym, czy publikować zdjęcia, lecz w jaki sposób to robić. Między pełną ekspozycją a całkowitym ukryciem istnieje przestrzeń trudniejsza, ale bardziej adekwatna. Przestrzeń odpowiedzialnych decyzji. Nie wszystko trzeba pokazywać. Ale nie wszystko trzeba ukrywać. Nie każdy obraz jest potrzebny, ale niektóre mają znaczenie. Wspólnota, która przestaje siebie widzieć, stopniowo traci pamięć i więź.
Warto być widzialnym
Publikowanie nie zawsze oznacza zagrożenie. Czasem bywa świadectwem, czasem wzmacnia poczucie przynależności i sensu. W szkole, którą prowadziłem, co roku realizowaliśmy projekty promocyjne, zdjęcia i krótkie filmy tworzone za zgodą uczniów i rodziców. Z czasem stawało się jasne, że nie chodzi tylko o promocję. Powstawał zapis wspólnoty. Uczniowie widzieli siebie jako część większej całości, pojawiała się radość, czasem zaskoczenie. Rodzice i dziadkowie reagowali prosto mówiąc: „Jesteśmy dumni”.
Bywają jednak obrazy, które niosą ze sobą coś więcej. Na stronie szkolnego wolontariatu opublikowaliśmy kiedyś zdjęcia z wyjazdu na Syberię, do wsi Pokrowskoje. Młodzież porządkowała cmentarz zesłańców, w deszczu, w wysokich trawach, w ciszy przerywanej tylko pracą. Na zdjęciach widać było skupienie, zmęczenie i upór. Nic pozowanego, raczej ciężar chwili i świadomość miejsca.
Po pewnym czasie zadzwonił mężczyzna z Krakowa. Opowiedział, że od lat szukał miejsca pochówku swojej babci. W internecie trafił na te zdjęcia. Pokazał je swojej starszej i schorowanej mamie, która jako dziecko była na tamtym pogrzebie. Kiedy zobaczyła znajome miejsce i uporządkowany grób, nie potrafiła ukryć wzruszenia. To był dla niej pierwszy namacalny ślad po latach.
W takich momentach sens publikowania nie potrzebuje uzasadnienia.
Jak chronić nie znikając
Ochrona nie musi oznaczać wycofania. Może oznaczać świadome działanie. Pytanie ucznia i rodziców o zgodę. Wybór tego, co naprawdę warto pokazać. Ograniczanie zasięgu. Umieszczanie znaku wodnego na zdjęciach. Rezygnację z nadmiaru danych. Edukację w zakresie wizerunku i odpowiedzialności.
Można sięgać po rozwiązania techniczne, ale ważniejsze pozostaje jedno pytanie, czy to, co publikujemy, szanuje godność człowieka.
W wielu krajach, takich jak Finlandia, Kanada czy Australia, nie rezygnuje się z obecności młodych ludzi w przestrzeni publicznej i w sieci. Uczy się ich raczej, jak z tej obecności korzystać.
Ostatnie pytanie
Nie wiemy jeszcze, jakie będą długofalowe skutki wychowania w ukryciu. Wiemy natomiast coś prostszego. Człowiek nie rodzi się do samotności. Rodzi się do relacji, do obecności i do bycia widzianym.
Albert Camus pisał, że prawdziwym dramatem człowieka nie jest tylko milczenie świata, lecz także to, czy potrafimy w tym świecie zaistnieć i nadać sens własnej obecności. Jeśli więc szkoła zacznie chronić poprzez znikanie, może spełni swoją funkcję formalną. Pozostaje jednak pytanie, czy spełni swoją funkcję wychowawczą. Bo wychowanie nie polega na tym, by usuwać człowieka w cień, lecz by uczyć go, jak żyć pośród innych. Tak, by potrafił być obecny, widzialny i jednocześnie bezpieczny także w internecie.
Więcej o zmianach w edukacji przeczytasz tutaj.
ks. Jerzy Babiak
Pedagog i wieloletni dyrektor szkół, zaangażowany w refleksję nad kulturą szkoły i wychowania. Zwolennik edukacji pogłębionej, która pomaga młodemu człowiekowi odnaleźć sens, odpowiedzialność, spełnienie i miejsce w nagle zmieniającym się świecie. Twórca podcastu Wiarygodna Edukacja oraz autor i prowadzący audycję Trudne Sprawy w Radiu Rodzina we Wrocławiu. Twórca projektów solidarnościowych i inicjatyw misyjnych realizowanych w Afryce, Azji i na Syberii.

